Zmęczeni, szczęśliwi i dumni – wywiad z prof. Ryszardem Koziołkiem

W przeprowadzonej pod koniec lutego rozmowie z dyrektorem generalnym ŚFN prof. dr. hab. Ryszardem Koziołkiem podsumowujemy czwartą edycję festiwalu i zastanawiamy się, co może przynieść nam przyszłość (wywiad został opublikowany także w specjalnym numerze Magazynu „Suplement” poświęconym czwartej edycji Śląskiego Festiwalu Nauki KATOWICE).

To banalna konstatacja, ale trudno jej nie wygłosić: ponownie odnieśliśmy sukces. Wyróżniłbym dwa aspekty tego sukcesu – frekwencyjny, bo ponad 50-tysięczna publiczność robi ogromne wrażenie, oraz programowy, ponieważ poszerzenie programu festiwalu o kilka nowych elementów znowu się sprawdziło.

– Jest jeszcze jeden, dla mnie osobiście równie ważny, wymiar naszego sukcesu: to, że rośniemy „do środka”. Koleżanki i koledzy nie tylko z Uniwersytetu Śląskiego, ale także z uczelni współorganizujących ŚFN zaufali nam jeszcze bardziej, czyli uznali, że Festiwal jest ważną przestrzenią, w której chcą być, w której chcą pokazywać społeczeństwu, czym się zajmują. Cieszy mnie to w równym stopniu, co wzrost liczby odwiedzających. Publiczności przybyło nam mniej więcej wprost proporcjonalnie do wzrostu liczby zgłoszeń potencjalnych wystawców. Wszystko to odzwierciedla fakt, że ŚFN stał się niezwykle ważnym wydarzeniem w regionie.

Wydaje się również, że potencjał, klasę i markę ŚFN doceniły w pełni wszystkie podmioty samorządowe, z którymi Uniwersytet Śląski współpracuje na co dzień.

– Nie ma nic złego w tym, że dysponenci środków finansowych chcą zweryfikować przedsięwzięcia, które wspomagają. W naszym przypadku po raz kolejny dobitnie przekonali się, że Śląski Festiwal Nauki to dobra inwestycja. Trzeba podkreślić, że Miasto Katowice było z nami od początku idei festiwalowej, a wsparcie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii oraz Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego również jest nie do przecenienia. To bardzo miłe, kiedy przedstawiciele struktur politycznych wyrażają szacunek i podziw dla spektakularności Festiwalu i jego sprawności organizacyjnej. Warto zaznaczyć, że ŚFN organizują osoby na co dzień zaangażowane w obsługę administracyjną Uniwersytetu. My zdajemy sobie z tego sprawę doskonale, ale jeśli dostrzegają to ludzie z zewnątrz – tym większa dla nas radość.

Co dla Pana Rektora było najtrudniejsze w przygotowaniach do czwartej edycji Śląskiego Festiwalu Nauki KATOWICE?

– To pytanie porusza wiele kwestii. Generalna świadomość tego, jak bardzo się rozwinęliśmy i urośliśmy, pociąga za sobą poczucie większej odpowiedzialności za to, co przygotowaliśmy. Poprzednią edycją rozbudziliśmy nadzieję, że ta będzie co najmniej tak samo dobra. Na końcowym etapie przygotowań wiedziałem, że nasza oferta jest wspaniała, ale nie ukrywam, że kiedy w niedzielny festiwalowy poranek jechałem samochodem do gmachu MCK i nie widziałem na ulicach ludzi zmierzających w tym samym co ja kierunku, pomyślałem sobie: nie przyjdą. Może zapomnieli, może nie dość dobrze ich poinformowaliśmy, może minęło zainteresowanie z poprzednich edycji… Wyjeżdżając jednak wniesieniem pomiędzy MCK a NOSPR, nagle zobaczyłem ogromną kolejkę do wejścia do budynku. Poczułem wtedy wielką ulgę i mój niepokój zniknął (śmiech). W tygodniach poprzedzających ŚFN trochę obawiałem się, czy wystarczy nam wszystkim energii. Taki ogrom wykonanej pracy wymaga znacznie więcej niż tylko pracowitości i obowiązkowości – potrzeba entuzjazmu, pasji, przekonania, że to, co robimy, ma sens. Za każdym razem trzeba wzbudzić w sobie ten rodzaj pozytywnego nakręcenia. Energii wystarczyło, a Festiwal kończyliśmy potwornie zmęczeni, jednak również bardzo szczęśliwi i dumni z tego, co udało nam się zrobić.

Rzuca się w oczy umiędzynarodowienie ŚFN względem poprzednich lat.

– Taka myśl zaświtała mi od razu po pierwszej edycji Festiwalu: jako zespół przygotowujący ŚFN powinniśmy przyglądać się, jak wydarzenia o takim charakterze organizuje się na świecie, szukać tam kontaktów i inspiracji, a najlepsze pomysły bez wahania przeszczepiać na polski grunt. Tak też się stało: członkowie komitetu organizacyjnego udali się kolejno do Göteborga, Edynburga i angielskiego Cheltenham, a już po czwartej edycji – do Belfastu, osobiście miałem okazję zobaczyć, jak funkcjonuje World Science Festival w Nowym Jorku. Przywieźliśmy z tych miejsc nie tylko idee i konkretne rozwiązania, ale także kontakty ze znakomitymi popularyzatorami nauki. Trzeba podejmować konfrontację ze światem, to zetknięcie daje nam dużo dobrego. Lęki dotyczące komunikacji w języku angielskim są uzasadnione, ale można je niwelować. Kiedy natomiast nasze rozwiązania są podobne do tych zagranicznych albo goście z innych krajów uznają je nawet za bardziej interesujące, uskrzydla to nas, dodaje odwagi, pewności siebie.

Czy udało się Panu Rektorowi porozmawiać z zagranicznymi gośćmi specjalnymi?

– Tak, nawet kilkukrotnie. Rozmowy te miały różny charakter. Z kolegami z Irlandii Północnej dyskutowaliśmy na przykład o szczegółach technicznych, o tym, jak przekonują uczelnie do współpracy, o sposobach finansowania tamtejszego Festiwalu, zaletach i wadach ich modelu, czyli rozciągnięcia wydarzeń na kilka lub kilkanaście dni. Bardzo przyjemną rozmowę – mającą zresztą później kontynuację w komunikacji mailowej – odbyłem z Sethem Shostakiem. Był zachwycony całym festiwalem, przyjęciem, komunikatywnością naszego zespołu. Myślę, że mamy kolejnego nieformalnego ambasadora ŚFN, który pomoże nam w pozyskaniu potencjalnych gości przyszłych edycji.

Razem z profesorem Piotrem Skubałą prowadził Pan Rektor podczas festiwalu debatę „Jak naprawić nasz świat? Humanistyka wobec kryzysu klimatycznego i środowiskowego”. Co humanistyka może zaproponować w kontekście tych problemów?

– Może zaproponować bardzo dużo, co więcej: przedstawiciele przyrodoznawstwa czy też dyscyplin zwanych ścisłymi są przekonani, że bez wsparcia humanistyki nie powiedzie się proces przekonywania za pomocą dowodów naukowych. Dzisiejsza nauka wie naprawdę sporo o źródle problemów, z którymi się borykamy. Okazuje się jednak, że to nie wystarcza, by zmienić ludzkie nastawienie i postawy, na przykład w kwestii gospodarowania zasobami naturalnymi, a to zmiana kluczowa. Nie chodzi o prostą perswazję, lecz o umiejętność opowiedzenia przyszłości świata. Humanistyka ćwiczy się przede wszystkim w symulacjach, a człowiek jako gatunek stworzył sobie narzędzie w postaci tworzenia fikcji, czyli wymyślania nierzeczywistości. Można zapytać, po co człowiekowi taka zdolność. Czy tylko dla rozrywki, żeby oglądać seriale i czytać książki? Ja uważam, że nie: zdolność do tworzenia fikcji wyróżnia nasz gatunek, czyni nas – a przynajmniej chciałbym, żeby tak było – mądrzejszymi, zdolnymi do snucia alternatywnych scenariuszy przyszłości. Ktoś, kto w USA w latach 50. XX wieku powiedziałby, że kiedyś prezydentem będzie czarnoskóry, zostałby wyśmiany, a przecież takie pomysły pojawiały się w literaturze. Ten rodzaj myślenia nierealistycznego czy fikcjonalnego sprawia, że możemy sobie wyobrazić świat, w którym mamy czyste powietrze, nie opieramy się na paliwach uwalniających dwutlenek węgla, świat, w którym nie ma przemocy czy chorób. Wszystko wydaje się mrzonką, a jednak potrafimy to sobie wymyślić, przedstawić, zarysować scenariusze, jak może do tego dojść. Humanistyka określa ponadto, co jest sensowne, co ma znaczenie, a także wprowadza do naszego myślenia o świecie estetykę. Jeśli podstawowe potrzeby człowieka są zapewnione, nie myśli on już tylko o przetrwaniu. Chcemy czegoś więcej: chcemy przetrwać pięknie czy w taki sposób, jaki się nam podoba, oraz przetrwać sensownie – żeby to, co robimy, miało sens: dla innych ludzi i w perspektywie metafizycznej. Potrzebujemy sensu i pewnej urody życia. Jeśli dostaniemy jedno i drugie, jesteśmy w stanie zaangażować się w wiele rzeczy. W moim przekonaniu rolą humanistyki jest tłumaczenie i przekonywanie o tym, o czym uświadamiają nas wyniki badań naukowych.

Kolejna edycja ŚFN będzie już piątą, a zatem czeka nas mały jubileusz. Chciałbym zapytać Pana o plany na przyszłość. Co już wiemy? Jak Pan Rektor wyobraża sobie następną edycję ŚFN? Co powinno się w niej znaleźć?

– Oczywiście, różne rzeczy mogą się przydarzyć, ale z ogromnym prawdopodobieństwem możemy powiedzieć, że piąta edycja odbędzie się, i to w tym samym miejscu. Zmieni się natomiast termin na chyba korzystniejszy, kwietniowy – będzie trochę cieplej, wiosennie, przyjemniej wtedy wyjść z domu. Oczywiście chciałbym, żebyśmy stawali się coraz więksi, ale nadszedł czas, aby bardziej popracować nad jakością, bo choć jesteśmy w tej kwestii mocni, wciąż mamy rezerwy. Warto też troskliwie przyjrzeć się naszej ofercie dla szkół. Jest dobra, ale szkoły mogłyby mieć z Festiwalu większy pożytek. Przyglądając się World Science Festival, zauważyłem, że tam szkoły przygotowują się do udziału w wydarzeniu, dostają niejako zadanie domowe do odrobienia wcześniej, lepiej wiedzą, w jakim celu ich uczniowie się tam znaleźli. Chciałbym, żeby materiały zarejestrowane podczas festiwalu, na przykład wykłady, służyły jako narzędzia metodyczne do wykorzystania na lekcjach z konkretnych przedmiotów. W przyszłym roku przypada setna rocznica urodzin Stanisława Lema i nie wyobrażam sobie, żeby na ŚFN zabrakło strefy poświęconej temu wybitnemu pisarzowi i wszystkiemu, co wynika z jego twórczości. To kolejny przykład współpracy humanistyki z innymi naukami: można powiedzieć, że twórczość Lema w dużej mierze przewidziała nas i to, z czym będziemy mieli do czynienia. Dzisiaj na świecie krąży się często wokół sztucznej inteligencji i tego, w jaki sposób maszyny myślące będą nas uzupełniać, wspierać, może zastępować. Chciałbym, żebyśmy pokazali to na Festiwalu, nie koncentrując się jednak tylko na przestrzeni informatycznej.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Tomasz Płosa

Polski
Główna grafika: 
Tło nagłówka: